×
Biznes i gospodarka separator
Budownictwo Energetyka Handel Infrastruktura Motoryzacja Nieruchomość Przemysł Rolnictwo Telekomunikacja Transport Turystyka Ubezpieczenia
Bankowość i finanse separator
Banki Fundusze Giełda Inwestycje Kredyty Lokaty Waluty
Nowe technologie separator
Audio-Wideo Fotografia Internet Komputery Oprogramowanie Telefony
Społeczeństwo separator
Konsument Podatki Praca i kariera Prawo Problemy społeczne Samorząd
Edukacja separator
Dziecko Nauka Szkolnictwo
Media separator
Internet Public Relations Reklama i marketing Telewizja, radio, prasa
Zdrowie i uroda separator
Choroby Kosmetyki Leczenie Leki i preparaty Medycyna Porady lekarza Profilaktyka Żywienie
Kultura separator
Film Literatura Muzyka Sztuka Teatr
Lifestyle separator
Dom i ogród Gwiazdy Kulinaria Moda Podróże Styl życia Wnętrza Zakupy
Opinie i komentarze separator
Bankowość Finanse Gospodarka Handel Marketing Materiał eksperta Podatki Polityka krajowa Polityka zagraniczna Praca i kariera

Rząd nie słucha głosu świadomych prosumentów? Produkcja zielonej energii wydaje się być zagrożona

Udostępnij na Facebook'uPolecamy Udostępnij na Twitter'zeTweetnij Udostępnij na LinkedIn'ie Udostępnij
Grzegorz Sperczyński, Cada Casa, producent domów pasywnych. Fot. serwis agencyjny MondayNews™
Polaków nie stać na stosowanie mikroinstalacji OZE. Państwo powinno uwolnić rynek w taki sposób, by prosument produkujący energię na swoje potrzeby, nie musiał podpisywać umowy z zakładem energetycznym. Obniży to koszty eksploatacji i w końcu może zacznie być opłacalne.

W przeciwieństwie do Duńczyków i Niemców, nie jesteśmy wielkimi entuzjastami korzystania z odnawialnych źródeł energii (OZE). Dzieje się tak na skutek m.in. luk w przepisach, wysokich kosztów instalacji i popularności klasycznego budownictwa. Środowisko prosumentów nie jest jednolite. W opinii Grzegorza Sperczyńskiego, eksperta z firmy Cada Casa, należy wprowadzić wyraźne rozróżnienie na tych, którzy chcą produkować energię z mikroinstalacji OZE i sprzedawać ją z zyskiem, oraz na osoby wykorzystujące ją do zasilania własnych domów jednorodzinnych. Ta druga grupa zdecydowanie powinna być traktowana jako konsumenci.

- Prosumenci, którzy chcą korzystać z odnawialnych źródeł energii, muszą ponieść wysokie koszty, aby móc zastosować innowacyjne technologie. Niestety nakład pieniężny bardzo długo zwraca się w czasie. Rząd powinien odpowiednimi regulacjami uwolnić ten rynek. Jeżeli prosument, chcący produkować energię z mikroinstalacji OZE na własne potrzeby, przestanie być zobowiązany do podpisania umowy z zakładem energetycznym, to problem poważnych inwestycji zostanie rozwiązany, wyjaśnia Grzegorz Sperczyński.

Ekspert zwraca także uwagę na problem, że osoby fizyczne, które nie chcą produkować energii z mikroinstalacji OZE, by ją sprzedać, są narażone na ponoszenie sporych strat, wynikających z kosztów towarzyszących przyłączeniu do sieci. Pomimo produkcji, która wystarcza do zaspokojenia ich potrzeb, muszą posiadać przyłącze do sieci, co generuje koszty związane m.in. ze stałymi opłatami przesyłowymi. Zdaniem specjalisty z Cada Casa, nowe prawo wprowadza jednak regulacje, które mogą być korzystne dla prosumenta.

- Dobrym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie stuprocentowych dopłat do mikroinstalacji OZE na własne potrzeby konsumentów, którzy chcą skorzystać np. z wysokowydajnych magazynów energii. Jeżeli nie będą mieli obowiązku posiadania przyłącza z zakładem energetycznym, mogą tak skonfigurować swoje inwestycje, by byli w pełni samowystarczalni w zakresie swojego gospodarstwa domowego. Inwestycja w przydomową elektrownię stanie się wtedy opłacalna w okresie kilku lat, ocenia ekspert.

Na zainstalowanie systemów korzystających z mikroinstalacji OZE w perspektywie najbliższych lat nadal będą decydowały się osoby, które mają znaczne nadwyżki inwestycyjne i są świadome, że zwrot inwestycji nastąpi nie wcześniej niż w ciągu 7 do 10 lat. Według Spreczyńskiego, przydomowe elektrownie OZE mogą być chętnie wykorzystywane w nowoczesnych, ergonomicznych domach pasywnych, które powoli zaczynają stawać się coraz bardziej popularne na polskim rynku.

- Domy pasywne cechują się bardzo małym zapotrzebowaniem na energię, zarówno elektryczną, jak i cieplną. Dzięki zastosowaniu np. fotowoltaiki, magazynów energii i ogrzewania na podczerwień może się okazać, że wydajność układowa jest wystarczająco wysoka, by prąd produkowany samodzielnie przez prosumenta mógł w pełni wystarczyć do ogrzania domu i zapewnienia funkcjonowania wszystkich niezbędnych urządzeń elektrycznych. Podłączenie zewnętrzne może być wtedy traktowane jako „awaryjne”, podsumowuje specjalista z Cada Casa.

Jeśli w Polsce zostaną wprowadzone rozwiązania prawne, wyłączające z grupy prosumentów część produkującą energię na własne potrzeby, i wobec nich zostanie zniesiony obowiązek przyłącza energetycznego, ożywi to zainteresowanie wykorzystaniem zielonej energii. Obecnie w świadomości społecznej dominuje przekonanie, że na korzystanie z odnawialnych źródeł energii stać tylko zamożne osoby. Jeśli rząd zdecydowałby się na podjęcie działań, okres zwrotu dla inwestycji w mikroinstalację OZE zmniejszyłby się z dotychczasowych 10 do 5 lat, co wyeliminowałoby prawdopodobnie konieczność wnoszenia bezpośrednich dopłat do ekologicznych urządzeń technicznych.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Materiał chroniony jest przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 roku o ochronie baz danych. Materiał może być wykorzystany (w tym dalej publicznie udostępniany) wyłącznie przez zarejestrowanych Użytkowników serwisu, tj. dziennikarzy/media. Jakiekolwiek wykorzystywanie przez nieuprawnione osoby (poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami) jest zabronione.

NAJNOWSZE NEWSY

Przewiń do góry