W Polsce wciąż nie ma przepisów wdrażających unijne rozporządzenie MiCA, a okres przejściowy kończy się już za kilka tygodni. Według znawców rynku, brak szybkich zmian w tym zakresie spowoduje problemy dla krajowych spółek. Może też doprowadzić do wszczęcia przez Komisję Europejską postępowania naruszeniowego przeciwko państwu członkowskiemu. Jak przekonują eksperci rynkowi, na obecnej sytuacji zyskują jedynie zagraniczne firmy, które przejmują nasz rynek. Jednocześnie w parlamencie RP toczy się kilka równoległych prac nad uregulowaniem tego rynku. Mimo to, zdaniem ekspertów, stan niepewności może potrwać od kilku tygodni do nawet wielu miesięcy, co będzie ze szkodą dla całego rynku i konsumentów. Do tego może dojść do sytuacji, że przez legislacyjny chaos będą na polskim rynku działać nielegalnie firmy bez licencji, ale faktycznie – bez ryzyka ukarania. Nie będzie bowiem organu właściwego do egzekwowania przepisów.
Coraz mniej czasu
Rozporządzenie MiCA w sprawie rynku kryptoaktywów obowiązuje na poziomie unijnym, czyli również w naszym kraju. Na problem Polski zwraca uwagę dr hab. Krzysztof Piech, prof. Uczelni Łazarskiego. Nadal nie mamy krajowej ustawy wykonawczej, która w pełni wskazywałaby organ nadzoru, procedury, sankcje, opłaty i praktyczną ścieżkę licencjonowania dla dostawców usług kryptoaktywowych. Ekspert podkreśla, że po 1 lipca br. kończy się maksymalny okres przejściowy w UE, przy czym każdy kraj mógł inaczej go określić. ESMA (Europejski Urząd Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych) wskazał, że po tej dacie podmioty świadczące ww. usługi klientom w UE bez licencji będą naruszać unijne prawo i powinny tego zaprzestać.
– MiCA wymaga wyznaczenia organu nadzoru oraz sankcji w ustawie. To tylko tyle i aż tyle. Bez tej lokalnej ustawy nie da się uzyskać zezwolenia, ścigać naruszeń i rozwijać działalności w Polsce, ani w ogóle jej prowadzić. Co ciekawe, w rozporządzeniu MiCA funkcjonuje tzw. metoda świadczenia usług na zasadzie reverse solicitation, aczkolwiek stosowanie jej będzie dla firm pozaunijnych ekstremalnie trudne. Nie mogłyby one podejmować jakichkolwiek działań marketingowych w UE – komentuje Maciej Grzegorczyk, radca prawny i doradca podatkowy.
Jak zaznacza Karol Sobków ze Stowarzyszenia Blockchain Polska, MiCA ma co do zasady bezpośrednie zastosowanie we wszystkich państwach UE, niezależnie od tego, czy przyjęto krajową ustawę uzupełniającą. Nie oznacza to jednak, że brak uchwalenia odpowiednich przepisów krajowych pozostaje bez znaczenia. W praktyce brak przyjęcia wymaganych środków krajowych może prowadzić do wszczęcia przez Komisję Europejską postępowania naruszeniowego przeciwko danemu państwu członkowskiemu. W przypadku braku usunięcia uchybienia dochodzi do skierowania sprawy do TSUE, a nawet do nałożenia sankcji finansowych. Z kolei Sławek Zawadzki, Co-CEO Kanga Exchange, ostrzega, że realnie grożą nam postępowania. W ich wyniku Polska może zapłacić kary finansowe.
– Konsekwencje wobec Polski na poziomie UE są możliwe. Komisja Europejska może wszcząć postępowanie naruszeniowe, jeżeli państwo członkowskie nie zapewnia skutecznego stosowania prawa unijnego. MiCA obowiązuje, ale problemem jest brak krajowej infrastruktury wykonawczej, tj. organu, procedur, sankcji i sprawnej obsługi procesu licencyjnego. Dla naszego kraju nie jest to duży problem, ponieważ jesteśmy na drugim miejscu w UE pod względem liczby naruszeń. Jest ich ponad 90. Tylko Hiszpania ma ich więcej, bo ok. 100 – dodaje dr hab. Krzysztof Piech, prof. UŁa.
Zyski i straty
Na niepewnej sytuacji związanej z polską ustawą zapewniającą stosowanie rozporządzenia MiCA zyskują spółki zagraniczne. Karol Sobków przekonuje, że one już przejmują nasz rynek, a część z nich to podmioty z polskim kapitałem. Brak ustawy nie stanowi czynnika, który mógłby powstrzymać ekspansję spółek zagranicznych, posiadających licencję CASP w innych państwach członkowskich UE, na polski rynek i wśród polskich klientów. Według eksperta, można postawić tezę, że firmy z innych państw mają obecnie łatwiejszy start na polskim rynku kryptoaktywów.
– Opóźnienie ustawy krajowej rodzi niepewność co do długości okresów przejściowych i wymogów KNF. Firmy, które planowały aplikować o zezwolenie w Polsce, muszą weryfikować harmonogramy i budżety. Zbudowanie lokalnej substancji to duże wyzwanie związane z zatrudnieniem i ze zrozumieniem lokalnych przepisów oraz praktyki. Obserwujemy już relokację działalności krajowych podmiotów do innych jurysdykcji UE – zauważa ekspert z Kanga Exchange.
Jeżeli polska firma musi przenieść licencję, centrum decyzyjne albo istotną część działalności za granicę, wygrywa państwo, które potrafi regulować sprawniej. Zyskują też najwięksi międzynarodowi gracze, bo okres niepewności jest dla nich łatwiejszy do przetrwania niż dla małych i średnich firm krajowych. –Polskie firmy tracą czas, pieniądze i przewidywalność. Polscy klienci tracą jasność, kto ich chroni i do kogo mogą się zwrócić w razie problemów. Z kolei nasze państwo traci szansę na zbudowanie kompetencji w jednym z najważniejszych segmentów nowoczesnych finansów – analizuje dr hab. Krzysztof Piech, prof. UŁa.
Natomiast Karol Sobków zwraca uwagę na sytuację polskich firm działających na tym rynku. O ile są one wpisane do rejestru VASP, mogą legalnie prowadzić działalność do końca czerwca 2026 roku. Po tym okresie działalność ta stanie się już nielegalna. Jednak firmy te nie mogą ubiegać się o uzyskanie licencji z uwagi na brak ustawy. W praktyce więc zostaną postawione w sytuacji, w której dalsze prowadzenie działalności będzie niezgodne z prawem. Ekspert dodaje, że brak ustawy oznacza też brak wyznaczonego organu nadzoru, a w konsekwencji także brak możliwości nakładania sankcji za prowadzenie działalności przez te firmy. Może to prowadzić do sytuacji, w której podmioty będą świadczyć usługi bez wymaganej licencji w sposób nielegalny, ale faktycznie bez ryzyka ukarania. Nie będzie bowiem organu właściwego do egzekwowania tych przepisów.
Ustawowy scenariusz
Obecnie w Sejmie toczy się kilka równoległych prac nad uregulowaniem rynku kryptoaktywów w Polsce. – Jeżeli będzie wola polityczna, można uchwalić krótką ustawę wykonawczą relatywnie szybko. Nie ma konieczności pisania wszystkiego od nowa. Trzeba wybrać model – albo szybkie, techniczne wdrożenie prawa unijnego, albo powrót do bardzo rozbudowanej, politycznie konfliktowej ustawy, która znowu może utknąć. Stan niepewności może więc potrwać od kilku tygodni do nawet wielu miesięcy – stwierdza dr hab. Krzysztof Piech, prof. UŁa.
Prędzej czy później ustawa się pojawi, o czym jest przekonany Sławek Zawadzki z Kanga Exchange. Jednak nikt nie wie, kiedy to dokładnie nastąpi. Ekspert jednocześnie podkreśla, że Polska miewała już opóźnienia we wdrażaniu regulacji europejskich i niejednokrotnie kończyło się to karami nakładanymi na nasz kraj. Ten pat decyzyjny na pewno wpłynie na przyszłość firm krypto w Polsce, a w zasadzie na jej brak.
– Bez kompromisu politycznego będziemy mieli stan niepewności, ale też będzie on bezpieczny dla samych organów państwa oraz wszystkich sił politycznych. Najgorsze co mogłoby się wydarzyć dla osób innych niż inwestorzy, to aby Zonda upadła jako polski podmiot. Patrząc zatem w przyszłość, wielu osobom może nie zależeć, aby firmy kryptowalutowe funkcjonowały w Polsce z lokalną siedzibą, gdyż w razie problemów będą one rozciągane na organy państwowe jako ich odpowiedzialność – podsumowuje radca prawny Maciej Grzegorczyk.
Wszelkie prawa zastrzeżone. Materiał chroniony jest przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 roku o ochronie baz danych. Materiał może być wykorzystany (w tym dalej publicznie udostępniany) wyłącznie przez zarejestrowanych Użytkowników serwisu, tj. dziennikarzy/media. Jakiekolwiek wykorzystywanie przez nieuprawnione osoby (poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami) jest zabronione.