Jak wynika z danych ZUS, w I półroczu br. lekarze wystawili pracującym Polakom blisko 4,7 tys. zaświadczeń z kodem C, czyli o 5,7% mniej niż rok wcześniej. Przełożyło się to na prawie 46 tys. dni absencji. Zwolnienia lekarskie z tytułu niezdolności do pracy, spowodowanej nadużyciem alkoholu, były wystawiane najczęściej na okres do 5 dni – 37%. Skorzystało z nich najwięcej osób w wieku 40-49 lat, a najmniej – ubezpieczonych do 19. roku życia i seniorów mających co najmniej 65 lat. Widać też, że mężczyźni stanowili 77% pacjentów z takimi zaświadczeniami, tj. niemal tyle samo co rok wcześniej.
W I połowie 2026 roku wystawiono 4,7 tys. zaświadczeń lekarskich z tytułu niezdolności do pracy spowodowanej nadużyciem alkoholu (kod C). To o 5,7% mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy lekarze wydali ich blisko 5 tys. Tak wynika z najnowszych danych udostępnionych przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych (ZUS). Michał Pajdak, wykładowca akademicki, związany z platformą ePsycholodzy.pl, jednak zastrzega, że spadek nie ma znaczenia statystycznego. Przy próbie rzędu kilku tysięcy przypadków powyższe wahanie mieści się w naturalnej zmienności rok do roku i w żaden sposób nie uprawnia do tezy o realnym ograniczeniu problemu alkoholowego w Polsce.
– Kod C obejmuje wyłącznie przypadki, gdy niezdolność do pracy była bezpośrednio spowodowana nadużyciem alkoholu. To wąska kategoria administracyjna, nie miara skali problemów alkoholowych wśród pracujących. Dane ZUS mówią tylko o liczbie wystawionych zaświadczeń z tym kodem, nic więcej. Natomiast kod C ma realne konsekwencje finansowe dla pracownika, np. ZUS obniża podstawę wymiaru zasiłku chorobowego o 25% za pierwsze dni niezdolności do pracy spowodowanej nadużyciem alkoholu. To bezpośredni bodziec ekonomiczny, by pacjenci wybierali inne rozpoznanie tam, gdzie to możliwe. Dlatego liczba zaświadczeń z kodem C systemowo zaniża realną skalę zjawiska. Nie jest to spekulacja, tylko konsekwencja konstrukcji systemu – zwraca uwagę Michał Pajdak.
Zdaniem Magdaleny Sołkowicz z Polskiego Towarzystwa Gospodarczego, spadek liczby zaświadczeń lekarskich z ww. kodem o 5,7% rdr. należy interpretować z ostrożnością. Na wynik mogą wpływać różne czynniki, m.in. zmiany w poziomie konsumpcji alkoholu, podwyżki akcyzy, sytuacja na rynku pracy, liczba osób zatrudnionych, ale również niechęć części pracowników do korzystania ze zwolnienia oznaczonego takim kodem. – Same dane ZUS nie pozwalają jednoznacznie stwierdzić, że problem nadużywania alkoholu wśród osób aktywnych zawodowo wyraźnie się zmniejszył. Nadużywanie go nadal pozostaje istotnym wyzwaniem społecznym i gospodarczym – zaznacza ekspertka.
Uwzględniając podział na województwa, najwięcej tego rodzaju zaświadczeń wystawiono w I poł. 2026 roku w mazowieckim – 668, co stanowiło 14,3% wszystkich w kraju, wielkopolskim – 536 (11,5%), a także śląskim – 517 (11,1%). Na końcu zestawienia widać lubuskie – 135 (2,9% wszystkich w kraju), opolskie – 135 (2,9%), jak również podlaskie – 150 (3,2%). Psycholog Michał Murgrabia przekonuje, że różnic między województwami nie należy traktować jako prostego rankingu rozpowszechnienia problemu.
– Liczby zależą również od ilości pracowników, struktury zatrudnienia itp. Mimo spadku nadal możemy mówić o ważnym problemie społecznym, ponieważ alkohol wpływa nie tylko na zdrowie osoby pijącej, lecz także na jej rodzinę, bezpieczeństwo, relacje zawodowe i funkcjonowanie całego zespołu – mówi Michał Murgrabia.
W I połowie br. liczba dni absencji chorobowej z ww. tytułu wyniosła blisko 46 tys. To o 8,9% mniej niż w analogicznym okresie 2025 roku, kiedy było ich 50,4 tys. W ocenie Michała Murgrabiego, może to wskazywać na mniejszą liczbę szczególnie długich lub ciężkich przypadków, choć wpływ mogły mieć również różnice w leczeniu, sposobie dokumentowania niezdolności oraz gotowości pacjentów do korzystania ze zwolnienia.
W I półroczu br. do Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej wpłynęło 139,4 tys. wniosków o rejestrację jednoosobowej działalności gospodarczej. To o 6,5 proc. mniej niż w analogicznym okresie 2025 roku, kiedy było ich 149,1 tys.
– Dla całej gospodarki ta kategoria absencji może wydawać się niewielka na tle innych przyczyn chorobowych, ale dla konkretnej firmy, zwłaszcza niewielkiej, nieobecność pracownika na odpowiedzialnym stanowisku może być bardzo odczuwalna. Trzeba również pamiętać o tym, że koszt nie ogranicza się do dni zwolnienia, ponieważ nadużywanie alkoholu może wcześniej powodować spadek koncentracji i wydajności, błędy, konflikty, wypadki oraz większe obciążenie współpracowników – dodaje psycholog Michał Murgrabia.
Do tego ekspert z platformy ePsycholodzy.pl zestawia blisko 46 tys. dni absencji z liczbą 290,5 mln, bo tyle dni z powodu choroby spędzili w domu polscy pracownicy w 2025 roku. Przy założeniu proporcjonalnego rozkładu na półrocza to ok. 145 mln dni absencji chorobowej ogółem w I połowie roku. Prawie 46 tys. dni z kodem C to więc ułamek rzędu 0,03% wszystkich dni absencji chorobowej w Polsce. Na poziomie makroekonomicznym – PKB, rynku pracy, ogólnej produktywności – ten wolumen nie ma właściwie mierzalnego znaczenia. Jednocześnie ekspert dodaje, że na poziomie pojedynczego pracodawcy jest to odczuwalne punktowo, nie systemowo.
– Firma zatrudniająca kilkudziesięciu czy kilkuset pracowników może w ogóle nie mieć w danym półroczu ani jednego zwolnienia z kodem C. To zjawisko skoncentrowane w konkretnych zakładach, branżach i regionach, stąd na przykład nadreprezentacja mazowieckiego, wielkopolskiego i śląskiego, a nie równomiernie rozłożone ryzyko – uzupełnia Michał Pajdak.
Ekspert przy tym zgadza się z Michałem Murgrabią, że sama absencja chorobowa to tylko jeden, stosunkowo mały kanał kosztów. Większe znaczenie mają koszty nieformalne i nieujęte w tej statystyce, w tym m.in. obniżona produktywność w trakcie pracy (tzw. prezenteizm), koszty HR związane z rotacją i dyscyplinowaniem pracowników. To one, a nie liczba dni na zwolnieniu z kodem C, decydują o realnym obciążeniu firm i gospodarki tym problemem.
– Liczba dni absencji spadła szybciej niż ubyło samych zaświadczeń. Może to oznaczać, że przeciętna długość zwolnienia była nieco krótsza. Nie zmienia to jednak faktu, że prawie 46 tys. dni absencji w ciągu pół roku oznacza konkretne koszty dla pracodawców i gospodarki. Wiążą się one nie tylko z organizacją zastępstw czy ze spadkiem wydajności. Zdecydowanie gorsze w skutkach mogą być błędy i wypadki osób będących w pracy pod wpływem alkoholu – zauważa Magdalena Sołkowicz.
Z danych za I połowę br. wynika również, że najwięcej ww. zaświadczeń lekarskich – 1,7 tys. – dotyczyło absencji wynoszącej 1-5 dni (37% ogółu). 1,3 tys. odnosiło się do 11-20 dni nieobecności (28%). Na podstawie 1,2 tys. zaświadczeń ubezpieczeni spędzili poza miejscem pracy 6-10 dni (25,2%), a 327 – 21-30 dni (7% ). 76 zwolnień lekarskich objęło 34 dni i więcej (1,6%), a 53 zaświadczenia – 31-33 dni (1,1%). Michał Murgrabia uważa, że przewaga zwolnień trwających do pięciu dni sugeruje, że duża część przypadków wiąże się ze stosunkowo krótkim pogorszeniem funkcjonowania, na przykład z zatruciem, silnym osłabieniem, czyli generalnie nasileniem dolegliwości po alkoholu.
W I połowie 2026 roku do jednostek KAS wpłynęło ponad 45,5 tys. informacji sygnalnych, określanych potocznie donosami, dotyczących potencjalnych nieprawidłowości podatkowych. To o 20,2 proc. więcej niż rok wcześniej.
– Nie oznacza to jednak, że są to sytuacje błahe lub jednorazowe, ponieważ kod C wskazuje przyczynę konkretnej niezdolności do pracy, ale nie odpowiada już na pytanie, czy dana osoba jest uzależniona i jak długo trwa jej problem. Jedna dziesiąta zwolnień trwających ponad dwadzieścia dni pokazuje jednak, że istnieje grupa osób doświadczających poważniejszych konsekwencji zdrowotnych, wymagających dłuższej regeneracji lub leczenia. Na podstawie zbiorczych danych nie można jednoznacznie stwierdzić, ilu pracowników otrzymało kilka zwolnień, ale właśnie powtarzające się krótkie nieobecności mogą być jednym z sygnałów narastającego problemu – podkreśla psycholog Michał Murgrabia.
Ponadto z danych ZUS wynika, że w I połowie 2026 roku najwięcej ww. zaświadczeń lekarskich – 839 – wystawiono osobom w wieku 40-44 lat (17,9% ogółu ww. zaświadczeń). Dalej znalazły się zaświadczenia na rzecz pacjentów mających 45-49 lat – 725 zaświadczeń (15,5%), a także osób w wieku 35-39 lat – 723 (15,5%). Najmniej takich dokumentów wystawiono osobom w wieku 19 lat i mniej – 25 (0,5%), jak również seniorom mającym 65 lat i więcej – 44 (0,9%). Michał Pajdak stwierdza, że przedział wiekowy 35-49 lat dominuje z dwóch niezależnych powodów.
– Po pierwsze, to najliczniejsza część aktywnych zawodowo Polaków objętych ubezpieczeniem chorobowym ZUS. Sama wielkość tej populacji podnosi liczbę zaświadczeń niezależnie od ryzyka. Po drugie, uzależnienie od alkoholu rozwija się latami. To wiek, w którym kumulują się skutki wieloletniego, regularnego nadużywania – nie epizod jednorazowy młodej osoby, ale efekt utrwalonego wzorca picia trwającego od 20. czy 25. roku życia – wyjaśnia Michał Pajdak.
Dalej ekspert tłumaczy, że grupa nastolatków jest nieliczna, bo w minimalnym stopniu uczestniczy w rynku pracy objętym ubezpieczeniem chorobowym ZUS. Z kolei większość osób 65+ jest na emeryturze i nie podlega ubezpieczeniu chorobowemu z tytułu zatrudnienia. – Seniorzy, którzy nadal pracują, to z reguły osoby w relatywnie dobrym stanie zdrowia. Ciężkie, wieloletnie problemy alkoholowe zwykle prowadzą do niezdolności do pracy, renty, wcześniejszej emerytury lub zgonu, więc taki człowiek rzadko prowadzi życie zawodowe po 65. roku życia – analizuje Michał Pajdak.
Uwzględniając podział na płeć, w I poł. 2026 roku 3,6 tys. ww. zaświadczeń wystawiono mężczyznom (76,7%) i 1,1 tys. – kobietom (23,3%). Z kolei w I połowie ubiegłego roku było to odpowiednio 3,8 tys. (77,4%) i 1,1 tys. (22,6%). Ekspert z platformy ePsycholodzy.pl wskazuje, że wyraźna przewaga mężczyzn jest zgodna z szerszym obrazem społecznym, w którym oni częściej piją w sposób ryzykowny i ponoszą większą część poważnych szkód zdrowotnych związanych z alkoholem niż kobiety.
– Odsetek kobiet nie jest jednak marginalny, choć pozostaje wyraźnie niższy niż ich udział wśród wszystkich pracujących. Skutki problemu mogą być szczególnie widoczne w transporcie, budownictwie, przemyśle, górnictwie oraz pozostałych zawodach związanych z prowadzeniem pojazdów, obsługą maszyn i odpowiedzialnością za bezpieczeństwo innych ludzi, ponieważ nawet krótkotrwałe zaburzenie uwagi może mieć tam poważne konsekwencje – podsumowuje psycholog Michał Murgrabia.
Wszelkie prawa zastrzeżone. Materiał chroniony jest przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 roku o ochronie baz danych. Materiał może być wykorzystany (w tym dalej publicznie udostępniany) wyłącznie przez zarejestrowanych Użytkowników serwisu, tj. dziennikarzy/media. Jakiekolwiek wykorzystywanie przez nieuprawnione osoby (poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami) jest zabronione.