20 październik 2019
 
Zapomniałeś hasła?  Kliknij tutaj
Zespół MondayNews, 11 lutego 2019 | 05:01
Masz ciekawego newsa? Napisz do wydawcy

Lista branż, które wkrótce mogą wyjść na ulicę, wciąż się wydłuża. Szykują się protesty na wielką skalę?

Lista branż, które wkrótce mogą wyjść na ulicę, wciąż się wydłuża. Szykują się protesty na wielką skalę?
Prof. Grażyna Spytek-Bandurska, Instytut Polityki Społecznej Uniwersytetu Warszawskiego. Fot. serwis agencyjny MondayNews™

Po protestach policjantów kolejne zapowiadają nauczyciele. Za nimi mogą pójść inne grupy zawodowe – od urzędników administracji publicznej po personel medyczny, naukowców i pracowników sądownictwa. Oni wszyscy nie korzystają z owoców koniunktury gospodarczej. Ich płace zostały zamrożone, a koszty życia wciąż rosną. Jednoczesny strajk sektora publicznego doprowadziłby do paraliżu państwa. Pracownicy budżetówki widzą rosnące w biznesie pensje, ale sami nie dostają podwyżek. Duża liczba wakatów powoduje, że są przeciążeni pracą, jednak pozostają bez kompensaty finansowej. To budzi złość i frustrację, może też doprowadzić do buntu. O sytuacji zatrudnionych i o ryzyku związanym z niepokojami mówi prof. Grażyna Spytek-Bandurska z Instytutu Polityki Społecznej Uniwersytetu Warszawskiego.

Nie tak dawno przeżyliśmy strajk pracowników Policji, a także konflikt związków zawodowych z zarządem PLL LOT. Swoje sprzeciwy zapowiadają też nauczyciele. Czy niezadowolenie tych wszystkich grup dotyczy jedynie kwestii płacowych? A może stoją za nim także inne postulaty?

Prof. Spytek-Bandurska: W ogólnym ujęciu spór zbiorowy może dotyczyć warunków pracy, płac lub świadczeń socjalnych oraz praw i wolności związkowych. Ale o konkretnych przyczynach niezadowolenia powinni się wypowiadać sami zainteresowani. Szczególnym przykładem, w którym rolę odgrywają nie tylko pieniądze, jest konflikt między związkami zawodowymi a zarządem PLL LOT. W tym przypadku protest wiązał się ze zwolnieniem aktywnych działaczy. Związkowcy oczekiwali też uregulowania umów z personelem i podwyżek. Najczęściej jednak pojawiają się żądania zwiększenia zarobków, czego przykładem są nauczyciele czy służby mundurowe. Wynika to z faktu, że pracownicy sfery publicznej od lat otrzymują niższe wynagrodzenia od osób zatrudnionych w sektorze prywatnym.

Jakie grupy zawodowe mogą pójść w ich ślady? Czy w nadchodzącym czasie możemy spodziewać się kolejnych strajków lub innych form dochodzenia swoich praw?

Prof. Spytek-Bandurska: Można założyć, że dojdzie do takich wydarzeń. Skoro jedni protestują, to dlaczego inni nie mogą domagać się wyższych świadczeń czy nowych przywilejów? Należy szczególnie brać to pod uwagę, jeśli mówimy o grupach zawodowych zbliżonych pod względem warunków zatrudniania, źródeł i zasad finansowania. Jednak o to, kiedy i dlaczego planują wejście w spór zbiorowy, należy pytać samych przedstawicieli związków zawodowych prowadzących rozmowy z pracodawcą na temat postulatów pracowniczych. Na pewno płace w sferze budżetowej są nieatrakcyjne, a koszty utrzymania ciągle rosną. Pracownicy to odczuwają, a jednocześnie widzą wzrost wynagrodzeń w przedsiębiorstwach prywatnych. Pensja urzędnika jest niższa niż sprzedawcy, a jeszcze kilka lat temu markety były kojarzone z nieatrakcyjnymi zarobkami. Wiele zależy od kondycji gospodarczej kraju, sytuacji na rynku pracy i polityki rządzących.

W których sektorach załogi nie wykazują żadnej chęci do strajkowania?

Prof. Spytek-Bandurska: Nie przejawiają jej osoby, które są godziwie wynagradzane i doceniane przez pracodawców. Wiele firm prywatnych zareagowało na niedobór pracowników podniesieniem płac, wprowadzeniem dodatkowych bonusów materialnych i uelastycznieniem organizacji pracy. Natomiast w sektorze publicznym też muszą nadejść zmiany, jeśli rządzący chcą uniknąć niezadowolenia i masowych protestów. To odbija się negatywnie na wykonywaniu zadań państwa.

Gdzie są punkty zapalne?

Prof. Spytek-Bandurska: Zarobki wielu grup pracowników są wysoce niesatysfakcjonujące, a pracy im przybywa. Te problemy nie zawsze są nagłośniane, np. z powodu braku siły przebicia bądź charakteru świadczonej pracy. Dotyczą one m.in. pracowników sądów i prokuratur. Jeśli rozmowy i negocjacje nie przynoszą efektu, pozostają akcje protestacyjne, strajki lub inne środki nacisku, których skutki odczuwa całe społeczeństwo.

Ktoś jeszcze może wywołać strajki?

Prof. Spytek-Bandurska: Od lat sytuacja personelu medycznego jest niekorzystna. Część osób wyemigrowała, a młode pokolenie nie garnie się do trudnej i nisko opłacanej pracy. Pamiętamy jeszcze tzw. białe miasteczko w Warszawie. To może się powtórzyć. Kluczowy problem to brak środków na podwyżki. Pracodawcami są zwykle samorządy, które borykają się z deficytami i zwiększającym się zadłużeniem. Wykonują coraz więcej obowiązkowych zadań własnych i dodatkowo zleconych.

W sektorze publicznym mamy jeszcze innych pracowników. Tu też czuje się napięcie?

Prof. Spytek-Bandurska: Oczywiście. Trudno wyszczególnić problemy i postulaty konkretnych działów finansowanych z budżetu, ale ci pracownicy mają prawo domagać się podwyżek czy lepszej organizacji pracy. To problem złożony, ponieważ sektor publiczny nie generuje zysków i nie podlega regułom rynkowym. Ale bez tej sfery społeczeństwo nie jest w stanie poprawnie funkcjonować. Administracja ma służyć wszystkim obywatelom w różnych wymiarach – od bezpieczeństwa i porządku po działalność kulturalną. Należy odpowiednio wcześniej interweniować, gdyż strajki skutkują ogromnymi stratami i frustracją, zwłaszcza gdy mają zasięg generalny.

Jakie skutki przyniosłyby właśnie strajki prowadzone jednocześnie w kilku branżach?

Prof. Spytek-Bandurska: Masowy protest pracowników sektora publicznego może doprowadzić do paraliżu państwa. Działania pojedynczych grup zawodowych już pokazują, jakie zagrożenie za tym idzie. Jednoczesny strajk budżetówki osłabiłby poczucie bezpieczeństwa i porządku, spowodowałby zatory w postępowaniach sądowych, brak dostępu do urzędów, szkół, opieki medycznej i wielu innych usług publicznych. Trudno wyliczyć straty finansowe, na pewno byłyby ogromne, podobnie jak społeczne.

Jak powinien działać rząd, by nie doprowadzić do takiej sytuacji?

Prof. Spytek-Bandurska: Nie wyobrażam sobie, by doszło do takich zjawisk na wielką skalę. Są podejmowane działania zapewniające bezpieczne funkcjonowanie państwa i zapobiegające potencjalnym problemom. Jak powszechnie wiadomo, przedstawiciele władzy prowadzą dyskusje ze związkami zawodowymi, żeby zrozumieć sytuację zatrudnionych i ich postulaty oraz przedsięwziąć odpowiednie środki. Kluczowe jest poszukiwanie funduszy w budżecie na zaspokojenie oczekiwań płacowych. Trzeba też zadbać o lepsze warunki zatrudnienia i tworzyć nowe, atrakcyjne miejsca pracy. Zmiany są konieczne, jednak powinny być przemyślane i dostosowane do wyzwań współczesności. Wyższym zarobkom powinien towarzyszyć profesjonalizm i innowacyjność działającej administracji.

ZOBACZ TAKŻE

Używamy plików cookies by ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki.