19 listopad 2018
 
Zapomniałeś hasła?  Kliknij tutaj
Zespół MondayNews, 24 października 2018 | 14:00
Masz ciekawego newsa? Napisz do wydawcy

Badacze o wyborach w stolicy: Niezdecydowani i popierający innych kandydatów pomogli Trzaskowskiemu

Badacze o wyborach w stolicy: Niezdecydowani i popierający innych kandydatów pomogli Trzaskowskiemu
Osoby dopisane do list wyborczych nie miały większego wpływu na przebieg politycznej batalii. Fot. serwis agencyjny MondayNews™

Walka o prezydenturę w Warszawie miała rozstrzygnąć się w drugiej turze wyborów. Wskazywały na to wszystkie sondaże opublikowane przed 21 października. Do nieoczekiwanego wyniku przyczyniły się osoby niezdecydowane. Znaczenie odegrali też wyborcy, którzy początkowo zamierzali głosować na mniej popularnych kandydatów. Jednak zmienili swoje zdanie, ponieważ nie chcieli ryzykować i postawili na tzw. mniejsze zło. Osoby dopisane ostatnio do list wyborczych nie miały większego wpływu na przebieg tej politycznej batalii.

54,1% dla Rafała Trzaskowskiego i 30,9% dla Patryka Jakiego to wyniki sondażu exit poll, przeprowadzonego w Warszawie. Ostatecznie prezydent stolicy uzyskał 56,67 proc. (505 187 głosów), a jego przeciwnik – 28,53 proc. (254 324 głosy). Wybory w stolicy rozstrzygnięto więc już 21 października br. Żaden z opublikowanych wcześniej sondaży nie przewidywał takiego scenariusza. Zakładano, że potrzebne będzie jeszcze głosowanie 4 listopada.

– Rzeczywiście jest to niespodzianka. Nikt się nie spodziewał, żeby wybór był rozstrzygnięty w pierwszej turze. Te wybory zostały sprowadzone do plebiscytu między partią rządzącą a szeroko pojętą opozycją. Nie wybieraliśmy władz samorządowych, tylko decydowaliśmy, czy popieramy jeden bądź drugi obóz na scenie narodowej. W społecznościach wielkomiejskich polityka PiS-u nie znajduje aprobaty, więc Patryk Jaki tu miał trudną sytuację – mówi prof. Antoni Kamiński, socjolog z Instytutu Studiów Politycznych PAN.

Instytut Badawczy ABR SESTA przeprowadził badania na 9, 6 oraz 2 tygodnie przed wyborami samorządowymi. W pierwszych dwóch próbach, tj. w sierpniu i we wrześniu, największym poparciem cieszył się Patryk Jaki, na którego chciało głosować odpowiednio 31,1% oraz 32,8%. Rafała Trzaskowskiego popierało najpierw 25%, a później – 30,4%. Zmiana na pozycji lidera sondaży nastąpiła na początku października. Wtedy kandydat Koalicji Obywatelskiej otrzymał 32%, a jego najgroźniejszy konkurent – 29,8%.

– Poparcie dla kandydata PiS było w miarę na takim samym poziomie we wszystkich tygodniach. W każdym kolejnym badaniu zmniejszała się liczba osób niezdecydowanych, z 18,9% do 12,2%. One w mniejszym stopniu opowiadały się za Jakim. Poparcie dla Trzaskowskiego stopniowo rosło. Zaskoczeniem było to, że tak wystrzeliło w dniu wyborów. Żaden sondaż tego nie przewidział, ponieważ wcześniejsze wyniki były spójne – analizuje Sebastian Starzyński, prezes ABR SESTA.

Jak zauważa prof. Kamiński, zawsze w gronie niezdecydowanych są ludzie, którzy nie chcą ujawniać swoich poglądów politycznych lub czasem podają inne od rzeczywistych. Jednak większość z nich stanowią ludzie niezdecydowani. Ci, albo w ogóle nie uczestniczą w wyborach, albo decydują pod wpływem impulsu lub otoczenia. Zdaniem eksperta z ISP PAN, trudno jest przewidzieć, co zrobią.

– Wszystkie sondaże pokazywały, że kandydaci spoza dwóch pierwszych miejsc mieli całkiem pokaźną pulę głosów, sięgającą nawet 30%. Jednak 21 października zdobyli w sumie tylko 15 punktów procentowych. Część spośród osób, które zamierzały poprzeć kogoś, kto nie ma szans na drugą turę, zmieniła decyzję. To mogło nastąpić w przeddzień wyborów lub nawet w trakcie czytania kart do głosowania. Ta grupa postanowiła nie ryzykować i zdecydowała się na tzw. mniejsze zło, bo w drugiej turze i tak poparłaby Trzaskowskiego – stwierdza Sebastian Starzyński.

Jak przekonuje prof. Kamiński, kampania Patryka Jakiego przed samymi wyborami stała się nieco histeryczna. Kandydat nie wypadł też dobrze w debacie telewizyjnej. Był sztywny, wyraźnie zmęczony, gdy Trzaskowski był rozluźniony i swobodny. Ekspert zwraca też uwagę na kampanię pokazującą, jak zmieniała się Warszawa pod rządami Hanny Gronkiewicz-Waltz. To nie były wprost działania na rzecz Trzaskowskiego, ale mogły mu pośrednio pomóc. Jednak to nie ten czynnik przesądził o rozstrzygnięciu w pierwszej turze.

– Wpadki PiS-u, takie jak np. dopisywanie wyborców, miały znaczenie na postawę osób niezdecydowanych, a nie twardego elektoratu. Kiedy partia rządząca robiła coś kontrowersyjnego, to zyskiwał na tym jej najgroźniejszy polityczny przeciwnik. Ludzie głosowali przeciwko Jakiemu, bo nie chcieli, żeby wygrał pierwszą turę i miał przewagę przed decydującym starciem – uważa prezes ABR SESTA.

Według prof. Kamińskiego, dopisanie wyborców, ponad 20 tysięcy, miało marginalny wpływ na ostateczne rozstrzygnięcie. Po pierwsze, nie była to wielkość znacząca. Po drugie, osoby te popierały różnych kandydatów. Zapewne jednak nie głosowały na lokalne stowarzyszenia, ponieważ na ogół nie są związane tak silnie z miastem.

– Na pewno będą głosy, że sondaże się nie sprawdzają, ale wiele osób nie rozumie dynamiki zmian opinii wyborców. Badania są obrazem nastrojów w konkretnym czasie i w danych warunkach, a wpływ na ostateczną decyzję ma wiele czynników, nawet pogoda. Moim zdaniem, ta sprzyjała Trzaskowskiemu. W dużym skrócie, jeśli jest plucha i zimno, to nasilają się nastroje pesymistycznie i wówczas lepsze wyniki osiągają kandydaci konserwatywni. Ładna pogoda z kolei zachęca np. do spaceru, a ten można połączyć z głosowaniem, nawet jak decyzję podejmie się przy urnie – dodaje Sebastian Starzyński.

Jak podaje Renata Żurawska, dyrektor Działu Analiz w Instytucie Badawczym ABR SESTA, sondaże techniką wywiadów bezpośrednich z wykorzystaniem tabletu (TAPI Tablet Assisted Personal Interview) przeprowadzono w głównych ciągach komunikacyjnych we wszystkich osiemnastu dzielnicach Warszawy. Zachowany został rozkład mieszkańców stolicy ze względu na płeć i wiek oraz liczbę osób biorących udział w poprzednich wyborach samorządowych w poszczególnych dzielnicach. Uwzględniono tylko opinie osób dorosłych, zameldowanych w poszczególnych dzielnicach, które zadeklarowały udział w głosowaniu 21 października.

– To jest też sygnał dla polityków, że nie powinni poddawać się dyktatowi wyników badania opinii publicznej, od których uzależniają często swoje decyzje. Muszą przyjmować czynną rolę, czyli próbować przekonywać społeczeństwo do siebie. Powinni z tego doświadczenia wyciągnąć wnioski na przyszłość – podsumowuje prof. Kamiński.

ZOBACZ TAKŻE

Używamy plików cookies by ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki.