Autor: Redakcja, 28 września 2015 | 07:00

Polska młoda sztuka potrzebuje kompleksowego wsparcia

Polska młoda sztuka potrzebuje kompleksowego wsparcia

Foto: MondayNews™ (na zdjęciu Jacek Olbrycht - Dyrektor Generalny MKiDN i Artur Kaliński)

  Aby pobrać materiał musisz być zalogowany.

Przepraszamy, ale ten materiał nie posiada pliku do udostępnienia.

 

Sytuacja młodych twórców sztuki w Polsce jest w stanie agonalnym. Bez poważnego wsparcia ze strony państwa nie mają żadnej szansy na zaistnienie na rynku polskim, a co dopiero zagranicznym. Jednocześnie w kraju często promowane są prace i wystawy niskich lotów.

Młody uzdolniony artysta napotyka jedynie na przeszkody i mur trudny do przebicia. Większość jego prac zalega pracownię zamiast ujrzeć światło dzienne na jakichkolwiek wystawach. Starszym artystom, którzy zyskali rozgłos, nie bardzo zależy na wsparciu młodszych kolegów, ponieważ dzięki temu nie czują na plecach oddechu konkurencji. Młodsi nie widzą sensu we wspólnym działaniu, aby w jakikolwiek sposób wymusić na instytucjach kulturalnych stosowne działania na rzecz polepszenia swojego bytu. Te z kolei nie są dostatecznie wspierane przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, przez co liczba dotacji jest ograniczona. Uzyskanie ich wymaga spełnienia wielu warunków, a przede wszystkim wypełnienia stosu formularzy. Ewentualne finansowe wsparcie jest zbyt niskie, aby wystarczyło na coś więcej niż zakup pędzli i sztalug. Ale czy dopiero protest artysty i performera Artura Kalińskiego, który miał w połowie tego roku miejsce przed ministerstwem, ma uświadomić rządzącym, że polityka kulturalna wymaga poważnych reform?

Mniej wsparcia niż za PRL

W czasach, kiedy dostęp do nowinek z Zachodu był ograniczony, a państwowe konta bardziej świeciły pustkami niż teraz, paradoksalnie młodzi polscy artyści mogli czuć się rozpieszczani. Otaczano ich na tyle dużą opieką, że mogli spokojnie tworzyć i promować swoje prace w kraju i za granicą. Przyznawano im bowiem dwuletnie stypendia, których wartość była dwukrotnie większa niż obecnie. Ówczesna władza inwestowała w kulturę ogromne kwoty, dokonując również dużych zakupów na rzecz muzeów. To właśnie za PRL-u uznaniem w krajach zachodnich cieszył się polski plakat, podobnie jak malarstwo. Dziś o polskich twórcach mówi się tam stosunkowo niewiele.

Obecnie jednym z problemów polskiej polityki kulturalnej jest nastawienie na promowanie w kraju głównie zagranicznej sztuki. Nie dość, że nie ma ukierunkowania na tworzenie własnej tożsamości, to zaistnienie polskiego nazwiska na rynku amerykańskim czy francuskim należy do rzadkości. Trudno oczekiwać, że zagraniczne galerie będą się upominać o polskich artystów, skoro oni sami pukają w kraju do drzwi instytucji kulturalnych często bez szans na ich otwarcie.

Polska sztuka nie odbiega od zachodniej artyzmem czy kreatywnością, a nawet w wielu przypadkach ją przewyższa. Ale to cudzoziemcy dysponują dużą liczbą dobrze prosperujących galerii prywatnych i państwowych, które są silnie dotowane przez tamtejsze państwa w przeciwieństwie do Polski. – Państwo nie powinno ciągle liczyć na sponsorów. To jego rolą jest zadbanie o rozwój polskiej sztuki i promocję talentów. Inwestowanie w młodych twórców może w przyszłości procentować wielokrotnie, nie tylko rozsławiając Polskę, ale także przynosząc zysk do budżetu, wyjaśnia Artur Kaliński.

Kółko wzajemnej adoracji

Młodzi twórcy mają ogromne trudności z przebiciem się na polskim rynku. Jest on silnie kontrolowany przez artystów starszej generacji, którzy w głównej mierze decydują, kto powinien być promowany, a kto nie i jakie wystawy powinny być szeroko eksponowane. Ze względu na nazwisko wygrywają różnego rodzaju przetargi na organizację wystawy czy przygotowanie wizualizacji, tymczasem ciekawsze projekty zostają niedocenione. Tego rodzaju kontrola rynku sprawia, że funkcjonują na nim te same osoby.

W ostatnich latach odbył się szereg wystaw za publiczne pieniądze, które charakteryzowały się małą wartością artystyczną lub zamiast piękna i unikalności prezentowały wyjątkową brutalność. Na mocno krytykowaną wystawę „Postęp i Higiena” wydano aż kilka milionów złotych. To tylko pokazuje, jak marnowane są środki finansowe na nieudane przedsięwzięcia. Rodzi się jednak pytanie, czy ktoś to kontroluje i w jaki sposób rozlicza?

Dodatkowo istnieje duża dysproporcja pomiędzy ogromną ilością instytucji artystycznych, które są na garnuszku państwa. Ich kuratorzy niejednokrotnie traktują artystów zbyt przedmiotowo i można odnieść wrażenie, że służą one wyłącznie im samym, a nie artystom. Trudno zatem będzie rozwijać rodzimą kulturę i jej tożsamość, jeżeli nie będzie otwartości na inicjatywy podejmowane przez szeroką grupę artystów i możliwość jej współtworzenia. Państwowe galerie, choć w nazwie mają „narodowe” wydają się pozostawać bierne wobec oczekiwań młodych polskich artystów. Znamienne jest również, że od wielu lat w kraju nie odbywają się żadne poważne przeglądy krajowej sztuki, a zdolni twórcy nie są w stanie utrzymać się ze swojej twórczości.

Droga przez mękę

W Polsce same stypendia dla artystów (zresztą skromne i ograniczone w czasie) służą tylko bieżącym wydatkom (może on np. zakupić farby, sztalugi, itp. materiały) i są traktowane jako działania pomocnicze. Samo otrzymanie stypendium wiąże się z podjęciem starań, które nie zawsze kończą się sukcesem. A kiedy już się je otrzyma na pół roku, trzeba odczekać kolejne trzy lata, aby ponownie wnioskować o następne.

Co ciekawe, w przeciwieństwie do naszego kraju, w którym stypendialna pomoc jest traktowana jako główna strategia rozwoju w Europie, inne kraje pomału odchodzą od tego modelu działań. W 2014 roku z budżetu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w ubiegłym roku przyznano łącznie 170 stypendiów we wszystkich 8 kategoriach. Łączna kwota stypendiów przyznanych w konkursie na 2015 rok wynosi 4,5 mln zł. Na 170 osób blisko 50 to artyści zajmujący się sztukami wizualnymi. Z kolei z Funduszu Promocji Twórczości MKiDN stypendium dostały tylko dwie osoby zajmujące się sztuką wizualną. Łącznie w 8 kategoriach stypendium uzyskało 12 osób. Nie są to imponujące liczby.

Wielu artystów, aby się utrzymać, rezygnuje z własnej, indywidualnej twórczości na rzecz komercji. To sprawia, że tracą swoją unikalność, a przez to szansę na dostrzeżenie ich potencjału przez znaczące instytucje czy sponsorów. – Myślenie o pieniądzach nie jest dobrą drogą i wiele talentów zawiodło na manowce. Takie podejście sprawia, że często tworzy się pod tzw. publiczkę, czyli zgodnie z tym, co w danej chwili jest popularne i co najlepiej się sprzedaje. A przecież w sztuce nie chodzi o to, aby kogoś kopiować, czy wpisywać się w jakieś nurty, tylko żeby samemu kreować nowe, mówi malarka Basia Bańda, zdobywczyni IV miejsca w rankingu „Rzeczpospolitej” Kompas Młodej Sztuki 2010.

Jednym z rozwiązań, które mogą okazać się pomocne dla artystów jest podejmowanie wspólnych inicjatyw już na studiach. Warto też zastanowić się nad założeniem własnej galerii, jeżeli jest się w stanie udźwignąć ten projekt finansowo. Postępująca atomizacja środowiska artystycznego w Polsce służy głównie większej konkurencji, tymczasem powinno ono ze sobą współpracować, choćby po to, aby znaleźć różnorodne sposoby na zaistnienie na rynku w Polsce lub zagranicą.

Konieczne zmiany

Jedną z bolączek środowiska artystycznego jest również brak integracji w celu wyrażenia swojej opinii na temat obecnej sytuacji. Mimo to protest Artura Kalińskiego przed Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego jest głosem wszystkich młodych artystów i wołaniem o pomoc. Czy zostanie usłyszany i wzięty pod rozwagę przez osoby odpowiedzialne za stan kultury i sztuki w naszym kraju? – Nie można dłużej biernie patrzeć na to, jak brak poważnych inwestycji w kulturę, pogrąża sztukę. Instytucje państwowe wspierają promocję artystów, ale są to tak marginalne zdarzenia i dla tak małej ilości osób, że są prawie niezauważalne, a co dopiero międzynarodowe gremium sztuki. To ostatni moment na podjęcie poważnych kroków przez nasze rodzime instytucje i przyjrzenie się bliżej doświadczeniom kolegów z zagranicy oraz wdrożenie odpowiednich zmian, przyznaje Artur Kaliński.

Mimo wzrostu środków na promocję kultury polskiej, wciąż brak jest konsekwentnej strategii promocyjnej i efektywnej pomocy osobom, które zajmują się sztuką. Polski rynek sztuki współczesnej nadal jest niedostatecznie promowany na Zachodzie. W przypadku polskich artystów droga do sukcesu na rynkach międzynarodowych wydaje się być długa i niejednokrotnie kończy się porażką.

Bez promocji trudno oczekiwać, że nagle ktoś odkryje wielki talent danej osoby. – W naszym kraju wciąż nie ma konkretnego i efektywnego pomysłu na popularyzację sztuki polskiej i jej twórców za granicą. Ale jak można liczyć na ich promocję poza granicami kraju, skoro brak jej na własnym podwórku. Zdarza się, że polski artysta najpierw jest doceniony na Zachodzie, a dopiero potem, dzięki sukcesom na arenie międzynarodowej, jest zauważony w Polsce, ale czy nie powinno być odwrotnie?, nie kryje wątpliwości Artur Kaliński. Według artysty powinna powstać niezależna grupa robocza składająca się z ekspertów od PR i marketingu oraz sztuki. Jej zadaniem byłoby m.in. wyławianie odpowiednich talentów i kierowanie ich promocją w Europie i na świecie, organizowanie specjalnych wernisaży młodej polskiej sztuki zagranicą wraz z odpowiednią jej oprawą i promocją, stworzenie nowoczesnej platformy internetowej dla artystów, gdzie będzie się stricte promować ich dzieła.

Świat docenia polską sztukę, ale często nie ma szans jej podziwiać, bo nasi artyści, zwłaszcza młodzi, nie mają możliwości albo wiedzy, jak wybić się zagranicą. Przykładowo, na organizowany we Włoszech międzynarodowy konkurs Premio Combat Prize 2015, na kilka tysięcy zgłoszeń swoje prace zgłosiło zaledwie sześciu artystów z Polski!

Polska młoda sztuka umiera, ale wciąż istnieje szansa na jej uratowanie. Wystarczy, że nasze wiodące instytucje kulturalne dostrzegą, jak duży ma potencjał i zechcą w nią rozważniej inwestować. W przeciwnym razie będziemy skazani na czystą komercję, wątpliwej konduity wystawy i oglądanie prac głównie zachodnich artystów.

Share on Facebook0Tweet about this on Twitter0Share on Google+0Share on LinkedIn4

Wszelkie prawa zastrzeżone. Materiał chroniony jest przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 roku o ochronie baz danych. Materiał może być wykorzystany (w tym dalej publicznie udostępniany) wyłącznie przez zarejestrowanych użytkowników serwisu tj. dziennikarzy/media. Jakiekolwiek wykorzystywanie przez nieuprawione osoby (poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami) jest zabronione.

Tagi

Menu