Autor: Redakcja, 05 grudnia 2017 | 05:26

Inwestowanie w młodą sztukę to istna loteria. Ale Polacy coraz chętniej podejmują to ryzyko

Inwestowanie w młodą sztukę to istna loteria. Ale Polacy coraz chętniej podejmują to ryzyko

Polacy coraz chętniej inwestują w tzw. młodą sztukę. Fot. serwis agencyjny MondayNews™

  Aby pobrać materiał musisz być zalogowany.

Przepraszamy, ale ten materiał nie posiada pliku do udostępnienia.

 

Eksperci ostrzegają przed lokowaniem kapitału w dziełach, zwłaszcza początkujących i szerzej nieznanych autorów. Tymczasem, wg raportu Artinfo.pl, w ub. roku wartość tego typu transakcji wyniosła w sumie 7,7 mln zł. Z kolei tylko w I półroczu br. aukcje przyniosły 4,2 mln zł. To pozwala przewidywać kolejny wzrost. Nabywców przyciągają niskie ceny wywoławcze i perspektywa zysku. Czasem zdarza się, że prace zakupione 4-5 lat temu z powodzeniem sprzedaje się nawet o 200% drożej. Jednak w praktyce nie jest to takie proste. Na ewentualny zarobek, w długoterminowej perspektywie, składa się wiele czynników. Generalnie rynek sztuki jest najmniej przejrzysty i najbardziej nieprzewidywalny ze wszystkich. Poznanie go wymaga dużo większego zaangażowania, niż np. inwestowanie w nieruchomości.

Rosnący popyt

W 2016 roku przeprowadzono 96 aukcji młodej sztuki, a w I półroczu br. – aż 56. Zgodnie z prognozami ekspertów, w całym 2017 roku ich liczba ma przekroczyć 120. Z obserwacji Artura Dumanowskiego z Domu Aukcyjnego Desa Unicum wynika, że zainteresowanie dziełami początkujących artystów sukcesywnie rośnie od kilku lat. Można je licytować już od 500 zł, więc bariera cenowa praktycznie nie istnieje. Właśnie dlatego Polacy decydują się na inwestowanie w prace debiutantów. Coraz częściej pojawiają się też aukcje z cenami wywoławczymi w wysokości 1000 zł. Generalnie obiekty autorstwa mało znanych twórców są tanie, ale w ciągu kilku lat mogą zyskać na wartości.

– W latach 2008-2010 aukcjami młodej sztuki zajmowało się tylko kilka domów aukcyjnych i galerii. Z czasem tego typu inicjatyw zaczęło przybywać, a obecnie jest już ich naprawdę dużo. Właściwie co chwilę zakładany jest nowy dom aukcyjny, skoncentrowany wokół młodej sztuki. Nawet, będąc w branży, trudno jest wiedzieć o wszystkich. W związku z tym, 2017 rok na pewno przebije 2016 pod względem obrotów – mówi Dilan Abdulla z Sopockiego Domu Aukcyjnego.

W ub. roku obrót na aukcjach młodej sztuki tylko w Desa Unicum wyniósł niemal 2,5 mln zł. Jedną z najdroższych prac okazała się „Dziewczynka z lalką” Katarzyny Słowiańskiej-Kucz, sprzedana za 17,7 tys. zł. To było ponad 35 razy więcej w stosunku do ceny wywoławczej. Jak wyjaśnia Artur Dumanowski, młoda sztuka, po współczesnej, jest obecnie drugim najdynamiczniej rozwijającym się segmentem rynku. Jeszcze kilka lat temu nikt nie był gotowy płacić tak dużo za prace początkujących artystów. Wszystko wskazuje na to, że ich wartość nadal będzie rosła. W ocenie eksperta, coraz więcej osób może pozwolić sobie na odwiedzanie aukcji młodej sztuki.

Ile można zarobić?

– Nastawienie na szybki zarobek, w przypadku inwestowania w młodą sztukę, jest skazane na porażkę. Dzieła artystów o ugruntowanej pozycji na rynku często przynoszą zwrot po kilku latach. Natomiast zakup prac debiutantów to istna loteria. Oczywiście są młodzi stażem twórcy, którzy zwrócili już na siebie uwagę mecenasów i znaleźli się np. w ścisłej czołówce rankingu Kompas Sztuki. Na pracach artystów umieszczanych na tego typu listach można zarobić więcej, bo ich ceny są z reguły wyższe. Docenieni autorzy są zwyczajnie pewniejsi dla inwestorów – zaznacza Artur Kaliński, artysta, performer i doradca ds. inwestowania w młodą sztukę.

Dilan Abdulla podkreśla, że nabywane obecnie dzieła debiutujących artystów mogą przynieść zyski nie nam, lecz naszym dzieciom czy wnukom. Wprawdzie zdarza się, że obiekty kupione 4-5 lat temu da się teraz sprzedać, zyskując nawet 200%. Ale nie jest to regułą i dotyczy prac garstki najbardziej aktywnych twórców. Jeżeli dany artysta bierze udział w wystawach oraz konkursach w kraju i zagranicą, to istnieje duża szansa na to, że jego prace z czasem zdobędą wysokie noty. Analizę w tym zakresie może przeprowadzić doświadczony specjalista. Ekspert zaznacza też, że młoda sztuka to jest zupełnie inny rynek, niż np. nieruchomości. Poznanie jego specyfiki wymaga dużego zaangażowania, m.in. oglądania wystaw. W praktyce trudno to osiągnąć bez prawdziwej pasji.

– Chcąc zarobić na młodej sztuce, trzeba obserwować rynek. Najlepiej zacząć od zapoznania się z prasą związaną ze sztuką i śledzenia wyników aukcyjnych z ostatnich lat na portalach internetowych. Z pewnością należy oglądać wystawy i czytać profesjonalną literaturę. Nie da się określić, po jakim czasie nabędziemy odpowiednich umiejętności do rozsądnego inwestowania w młodą sztukę i ile zarobimy. Niektórym osobom przychodzi taki sukces bardzo szybko, innym nigdy to się nie udaje. To indywidualna kwestia. W tym biznesie przede wszystkim liczy się posiadanie wrażliwości artystycznej. Nie mając jej, można zatrudnić specjalistę – podpowiada Mariusz Szewczyk z Domu Aukcyjnego Rempex.

Z kolei Artur Dumanowski stwierdza, że trudno jest z góry oszacować wartość prac artysty, który dopiero wchodzi na rynek. Sam przebieg licytacji potwierdza, że jest co najmniej dwóch zainteresowanych danym dziełem. Dlatego to aukcje niejako wskazują przyszłe notowania, zwłaszcza jeśli wciąż pojawia się na nich twórczość tego samego autorstwa i osiąga coraz wyższe ceny.

– Od dłuższego czasu zauważam, że inwestorzy różnego kalibru analizują rynek młodej sztuki. Uważnie obserwują i kupują dzieła, które uznają za tzw. pewniaki przyszłego zarobku. W praktyce efektywne inwestowanie wymaga nie tylko stałego odwiedzania domów aukcyjnych i galerii, ale również śledzenia indywidualnych zbiorów i wystaw. Warto też rozmawiać z artystami i odwiedzać ich w pracowniach. Wbrew pozorom, nie jest trudno do nich bezpośrednio dotrzeć – wyjaśnia Artur Kaliński.

Korzystając z porad Dilana Abdulli, przed przystąpieniem do jakichkolwiek zakupów inwestycyjnych trzeba sprawdzić, które domy aukcyjne mają najlepszą renomę i co konkretnie oferują. Należy zapoznać się z harmonogramem aukcji młodej sztuki i być na bieżąco z wynikami licytacji. Warto też oglądać na żywo aukcje i poznawać twórczość interesujących nas artystów. Takie analizowanie rynku oczywiście wymaga wielu godzin, ale powinno odpowiednio zaprocentować.

– Odpowiedzi na pytania, czyje prace, za ile kupić i kiedy sprzedać, nie są tak oczywiste, jak niektórym się wydaje. Gdyby tak było, to mielibyśmy samych milionerów. Generalnie rynek sztuki jest najmniej przejrzysty i najbardziej nieprzewidywalny ze wszystkich. Szwajcarski bank UBS, w ramach usługi art banking, swoim ekskluzywnym klientom podaje tylko aktualną cenę rynką oferowanego dzieła – ostrzega Kama Zboralska, inicjatorka prestiżowych rankingów polskich artystów współczesnych, Kompas Sztuki i Kompas Młodej Sztuki.

Kogo i co kupować?

W opinii Joanny Dziewulskiej z Domu Aukcyjnego Agra-Art, dzieła dawnych mistrzów, powstałe przed 1945 rokiem, są najstabilniejszą formą inwestowania w sztukę. W miarę bezpieczny może być zakup prac klasyków współczesności, np. Kantora, Stażewskiego, Wróblewskiego, Fangora, Gierowskiego czy Tarasina. Natomiast świadome inwestowanie w dzieła debiutantów wymaga sporej umiejętności przewidywania, dużego doświadczenia i wiedzy, która nie jest powszechnie dostępna.

– Obecnie do najciekawszych artystów polskiej młodej sztuki należą: Adam Wątor, Sonia Ruciak, Aleksandra Kowalczyk, Patrycja Nurkan, Agata Krutul, Grzegorz Klimek i Andrzej Sobiepan. To właśnie ich prace cieszą się największym zainteresowaniem na aukcjach. Dlatego kariery tych twórców warto uważnie obserwować. Ich sukcesy na pewno wynikają z prowadzonej działalności artystycznej. Stale się rozwijają. Są autorami kolejnych wystaw i ich twórczość trafia do szerszego grona odbiorców – wskazuje Artur Dumanowski.

Jak zaznacza ekspert z Sopockiego Domu Aukcyjnego, już teraz jest grono artystów, których prace osiągają wysokie ceny na aukcjach. Można ich odszukać, śledząc rankingi najwyższych transakcji na rynku. Ale nawet, jeśli dany twórca osiąga wysokie wyniki, to nie oznacza, że w dłuższej perspektywie zakup jego obrazu będzie trafioną inwestycją. Warto więc zachować ostrożność, korzystać z rad specjalistów i kierować się własną intuicją. Najatrakcyjniejsze oferty generują ponad połowę łącznych przychodów na rynku. Dlatego najlepiej jest szukać firm aukcyjnych, które mają dobre wyniki w klasyfikacjach, a tym samym dostęp do prac najbardziej obiecujących artystów.

– Każdy zakup warto skonsultować z ekspertem, ale on też nie zagwarantuje zarobku na konkretnym obiekcie w określonym terminie. Jeżeli nabędziemy dzieło pochodzące z dobrego okresu twórczego uznanego już artysty i nie przepłacimy, to raczej nie powinniśmy stracić. Ewentualny zysk może zweryfikować tylko czas – podkreśla Kama Zboralska.

W I połowie 2017 roku aż 84% wszystkich obiektów wylicytowanych na aukcjach w Polsce stanowiło malarstwo. Dlatego ta gałąź sztuki jest uznawana przez ekspertów rynkowych za najbardziej przyszłościową. Co więcej, 53%, sprzedanych na rynku obrazów odbyło się na aukcjach młodej sztuki. Średnia wylicytowana cena wynosiła 1506 zł, więc nie była bagatelną kwotą. Natomiast, jak pokazuje raport portalu Atrinfo.pl, wiele obrazów sprzedano taniej, bo za 800-1000 zł.

– Na polskich aukcjach młodej sztuki ceny obrazów niejednokrotnie są zawrotne w stosunku do wywoławczych 500 zł. Często mają one niewiele wspólnego z potocznym rozumieniem piękna. A jednak kupujący widzą w nich coś więcej, niż ozdobę salonu czy gabinetu. Natomiast na świecie coraz większym uznaniem cieszą się instalacje, dzieła sztuki performatywnej lub streetartu. W Polsce jest to słabo widoczne. Ale, w mojej ocenie, to tylko kwestia czasu, kiedy inwestorzy dostrzegą, że właśnie w tych niszach leży dodatkowy potencjał dla generowania przyszłego zysku – przewiduje Artur Kaliński.

Ponadto, Dilan Abdulla zauważa, że na rynku rośnie zainteresowanie rzeźbą, więc zakup takich prac może również zaprocentować. Oczywiście tak, jak w przypadku każdego obiektu młodej sztuki, zarobek wymaga czasu. Trzeba zachować ostrożność i pamiętać, że obrazy zawsze najlepiej się sprzedają, z praktycznych względów. Ciężkie, masywne i duże rzeźby trudniej znajdują miejsca w domach kolekcjonerów, niż malarstwo. Natomiast plakaty, grafiki, czy rysunki są tańsze, ale zyski z nich mogą być niższe. Dodatkowo prace na papierze są bardziej podatne na upływający czas i ich przechowywanie jest bardziej skomplikowane.

Marketingowe pułapki?

– Trzeba mieć świadomość tego, że młoda sztuka jest najbardziej narażona na działania spekulacyjne ze wszystkich segmentów tego rynku. Charakteryzuje się ogromną różnorodnością, przez co łatwiej jest galernikom wykreować wartość prac nieznanego artysty. Na rynku zauważalny jest też okresowy koniunkturalizm. Największe spadki cen odnotowuje się we wrześniu i w październiku. Jest to więc idealny moment na kupowanie. Z kolei, najpoważniejsze podwyżki przypadają na koniec roku i wtedy właśnie opłaca się sprzedawać obiekty artystyczne. Ale, jak to ze sztuką bywa, to też nie jest regułą – tłumaczy Artur Kaliński.

Specjalista z Domu Aukcyjnego Rempex uważa, że rynek sztuki, jak każdy inny, jest poddawany działaniom manipulacyjnym i marketingowym. To stwarza dodatkowe ryzyko dla kupujących. Oczywiście zdarza się, że artysta o wątpliwym talencie i warsztacie ma dobry marketing. Dlatego, ekspert zaleca, aby porównywać ze sobą ceny dzieł interesującego nas twórcy w różnych domach aukcyjnych. Jeżeli dany autor współpracuje tylko z jednym z nich, to może być informacją na temat jego faktycznej aktywności. Ale nie należy go od razu skreślać. Prace takiej osoby mogą być też sprzedawane na rynku wtórnym. I to również warto zweryfikować.

– Nie da się ukryć, że domy aukcyjne i galerie nie zajmują się sprzedażą dzieł sztuki charytatywnie. Jednak nie należy tego demonizować. Działania marketingowe oczywiście są prowadzone, ale ich zakres jest zdecydowanie mniej nachalny, niż w wypadku innych rynków. Tak, jak w przypadku każdej inwestycji, trzeba mieć otwarty umysł i słuchać tego, co mówią eksperci. Warto również kierować się własną wiedzą i intuicją, a także liczyć na odrobinę szczęścia – stwierdza Dilan Abdulla.

Jak podsumowuje Artur Dumanowski, na rynku sztuki dużą rolę odgrywają kuratorzy i instytucje. Inwestorzy są gotowi płacić więcej za prace artystów, które były wystawiane np. w galeriach. Dobrym przykładem jest twórczość Władysława Hasiora. Przez lata był artystą zapomnianym, aż w 2013 roku zaprezentowano jego dzieła na największych na świecie targach sztuki ArtBasel. Tam okazały się sensacją. Zaledwie 2 lata później jego „Popiersie” zostało sprzedane za ponad pół mln zł, przy cenie wywoławczej 130 tys. zł. W 2014 roku odbyła się głośna monograficzna wystawa jego prac w MOCAK-u. Wystawiany na niej „Ochotnik” niedługo potem był sprzedany za 141 tys. zł. A jeszcze dekadę temu ceny dzieł tego artysty oscylowały wokół 5-10 tys. zł.

Share on Facebook2Tweet about this on Twitter0Share on Google+0Share on LinkedIn0

Wszelkie prawa zastrzeżone. Materiał chroniony jest przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 roku o ochronie baz danych. Materiał może być wykorzystany (w tym dalej publicznie udostępniany) wyłącznie przez zarejestrowanych użytkowników serwisu tj. dziennikarzy/media. Jakiekolwiek wykorzystywanie przez nieuprawione osoby (poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami) jest zabronione.

Tagi

Menu